Pocałunek, który zmienił wszystko.

Prolog
Wszystko zaczęło się od jednej z najważniejszych podróży służbowych Adrianny Listkowskiej - dwudziestosiedmioletniej prawniczki od ponad pięciu lat zatrudnionej w jednej z warszawskich korporacji. Takie wyjazdy są tam na porządku dziennym. Adrianna dostała duże zlecenie, które mogło okazać się przepustką do długo wyczekiwanego awansu. Klientem było jedno z największych przedsiębiorstw na pomorzu, które wiodło też prym w kraju.  Listkowska miała podpisać w imieniu firmy umowę, którą w pocie czoła przygotowywała przez ostatnie tygodnie.
W przeddzień wyjazdu wszystko było już przygotowane, a spakowana walizka czekała w przedpokoju. Chcąc być wypoczętą Adrianna położyła się wcześniej spać. Była jednak tak poddenerwowana zbliżającą się podróżą, że przez pół nocy nie zmrużyła oka przewracając się z boku na bok. Udało jej się zasnąć dopiero nad ranem. Oczywiście zaspała. Obudziły ją oślepiające promienie słońca wlewające się przez otwarte okno do jej sypialni.
Adrianna spojrzała na zegarek i jak oparzona wyskoczyła z łóżka. Było już po dwunastej. Biegiem rzuciła się do łazienki, wzięła szybki prysznic, po czym wyciągnęła z szafy jasne jeansy i biały bawełniany podkoszulek. Ubrała się w pośpiechu. Szczotką przeczesała długie, lśniące brązowe włosy, na makijaż nie było już czasu. Spryskała się odrobiną ulubionych perfum o zapachu jaśminu, założyła wygodne tenisówki i zeszła na dół do kuchni. W tempie ekspresowym zaparzyła i wypiła kawę omal się przy tym nią nie oblewając. Jak zwykle, gdy się gdzieś spieszyła była roztargniona i często przydarzały jej się podobne historie.
Krótko przed trzynastą była już gotowa do wyjazdu. Wzięła walizkę z przedpokoju i z trudem wytaszczyła ją przed dom, po czym zapakowała do bagażnika służbowego auta, którym miała jechać. Podróż minęła jej nadzwyczaj szybko, bo prowadziła pewnie i z wprawą kierowcy rajdowego. W Gdańsku zjawiła się tuż przed wieczorem. Na dworze było jeszcze jasno. Zmęczona jazdą samochodem, senna i obolała z trudem dotarła do hotelowego pokoju, w którym się zatrzymała. Padła wyczerpana na łóżko niezdolna wykonać najmniejszego ruchu.
Po jakimś czasie przypomniała sobie jednak, że powinna zadzwonić do klienta i umówić się z nim na podpisanie umowy. Niechętnie zwlokła się z łóżka i wyciągnęła telefon z torby.
- Gdzie ja podziałam wizytówkę? - pomyślała zirytowana.
Wreszcie znalazła ją w portfelu. Szybko wystukała numer i połączyła się. Czekała dłuższą chwilę, po czym w słuchawce odezwał się niski, ale ciepły i zmysłowy męski głos, od którego Adriannie zmiękły kolana. Z wrażenia aż usiadła na łóżku.
-  Michał Korzyński, słucham? 
- Dzień dobry! - przywitała się nieswoim głosem - Adrianna Listkowska z firmy ,,Company Corporate''. Czy moglibyśmy się umówić na jutro na podpisanie umowy? Właśnie przyjechałam i dzwonię z hotelu.
- Niestety jutro mnie nie będzie – odrzekł  prezes Korzyński. - Mam niezapowiedziany wyjazd do ważnego kontrahenta i nie będę mógł tego przełożyć. Ale jestem jeszcze w firmie, więc jeśli to dla pani nie problem, to może moglibyśmy spotkać się za godzinę w moim biurze? - zaproponował. - Przejrzałbym dokumenty i jeśli wszystko będzie się zgadzało podpiszemy umowę. 
- Oczywiście, że to dla mnie nie problem - odparła uprzejmie Adrianna. - Przyjadę do pańskiego biura.
- Ma pani adres firmy?
- Tak, mam wszystkie niezbędne informacje. Na pewno dotrę bez problemu – zapewniła.
- W takim razie do zobaczenia za godzinę pani Adrianno - pożegnał się Korzyński.
Ada rozłączyła się i spojrzała na zegarek. W jednej chwili zapominając o zmęczeniu biegiem rzuciła się w stronę łazienki.
-  Nie mogę się spóźnić - pomyślała.
W tempie ekspresowym wzięła prysznic i owinięta dużym hotelowym, puszystym, białym ręcznikiem wyrzuciła na łóżko zawartość walizki w poszukiwaniu odpowiedniego ubrania. Po dłuższym namyśle wybrała czarną, dopasowaną sukienkę z koronką przy dekolcie i lekki żakiet w kolorze kawy z mlekiem, który idealnie podkreślał czekoladowy odcień jej włosów. Szybko dobrała odpowiednią bieliznę, założyła sukienkę a na nogi włożyła wysokie, eleganckie czarne pantofle. Z kosmetyczki wyciągnęła szczotkę i przeczesała włosy. Błyskawicznie nałożyła makijaż, kropla perfum. I już była gotowa do wyjścia. Jedno spojrzenie w lustro upewniło ją, że wygląda doskonale.
Adrianna wzięła głęboki oddech i spojrzała na zegarek. Do spotkania zostało piętnaście minut. Ze stolika przy łóżku zgarnęła portfel i telefon i wrzuciła je do torebki. Zabrała teczkę z umową i dokumenty i chwyciwszy żakiet wybiegła z pokoju tak szybko na ile pozwalały jej na to wysokie obcasy szpilek.
Dopiero przy samochodzie zorientowała się, że nigdzie nie ma kluczyków. Zirytowana i zła na siebie wróciła do hotelu i kłusem wbiegła po schodach, migiem wpadła do pokoju. Kluczyki leżały koło łóżka. Chwyciła je w rękę i wybiegła. Do spotkania zostało niecałe dziesięć minut. Wyjeżdżając z parkingu uświadomiła sobie, że nie wie dokąd jechać, bo nie sprawdziła adresu firmy na wizytówce. Zła i jeszcze bardziej na siebie wkurzona w pośpiechu wygrzebała z torebki portfel a z niego wizytówkę. Sprawdziła adres. Okazało się, że do biura klienta ma niecałe pięć minut drogi samochodem.
Adrianna odetchnęła z ulgą dopiero, gdy dotarła na miejsce. Zatrzymała się przed eleganckim, oszklonym, wysokim biurowcem i wysiadła z auta. Na dworze było już prawie ciemno, wiał przyjemny, ciepły wietrzyk a w powietrzu pachniało jaśminem. Kobieta na moment przymknęła oczy rozkoszując się chwilą. Jednak szybko przypomniała sobie o spotkaniu i spojrzawszy na zegarek zabrała z auta dokumenty i torebkę. Zamknęła samochód, po czym szybkim krokiem weszła do biurowca. Hol był jasny i przestronny, modnie urządzony. Siedzący za biurkiem portier poinformował ją, że biuro prezesa znajduje się na samej górze i wskazał drzwi windy. Adrianna wjechała na najwyższe piętro wieżowca i wysiadła. Na korytarzu nie było żywego ducha. Stało tylko puste biurko sekretarki. Skierowała się więc w stronę drzwi z napisem ,,PREZES''. Wzięła głęboki oddech i weszła do gabinetu zamykając za sobą cicho drzwi.


Komentarze