Recenzja książki.
Najlepsze jest
najbliżej, Małgorzata Kursa, powieść obyczajowa, wyd. Prozami
2011, str. 419
Olinka
i Andrzej znają się od dziecka. Ona jest lekarką, on prowadzi
restaurację. Dwa różne charaktery i temperamenty. On spokojny,
wyważony, zorganizowany, ona wiecznie roztrzepana, zabiegana,
rozmarzona. Przyjaźnią się, ale i często kłócą. Nawzajem się
irytują i złoszczą, a jednak ciągnie ich ku sobie coraz bardziej…
Tylko że żadne z nich nie chce się do tego przyznać…
Ta
powieść to swoista komedia romantyczna, w której główną rolę
gra nie tylko miłość, ale i przyjaźń – ta prawdziwa i
bezwarunkowa, która daje wsparcie, siłę i poczucie że jest ktoś,
na kim zawsze można polegać.
Hmm...
Lubię styl Małgorzaty Kursy, ale w tym przypadku mam jedno ale.
Ogólnie książka fajna, czyta się szybko, są momenty śmieszne i
pełne wzruszeń. Polubiłam tutaj Martę oraz Andrzeja. Najbardziej
wkurzająca i irytująca była Olinka. Nie mogłam jej ścierpieć.
Do połowy książki jeszcze jak cię mogę, ale później miałam
chęć jej coś zrobić. Nic tylko wiecznie narzekająca, wredna,
złośliwa, kłótliwa i te bez przerwy rzucanie obelgami. Ja na
miejscu Rambo uciekła bym w popłochu, byle dalej od niej. Serio.
Mimo antypatycznej głównej bohaterki, książka nie była zła.
Jeśli ktoś lubi dowcipne, napisane z humorem i odrobiną cynizmu
romantyczne historie, na pewno będzie zadowolony. Raczej polecam.
Komentarze
Prześlij komentarz